A A A

Zasługi doktora pirqueta

W nowożytnych czasach wielkim wzięciem cieszyły się przez pewien okres (lata dwudzieste i trzydzieste naszego wieku) metody wychowawcze głoszone przez austriackiego pediatrę Clemensa J. Pirqueta, znanego skądinąd twórcy nauki o alergii i wynalazcy odczynu skórnego pomocnego w ocenie podatności na zakażenie gruźlicze. Pirquet położył też podwaliny pod racjonalizację sztucznego odżywiania niemowląt, ustalając jednostki, których wartość odpowiada 1 g mleka.

Otóż od Pirqueta wywodzą się nakazy regularnego podawania niemowlęciu posiłków w ściśle odmierzonych porcjach, zachowania maksymalnej czystości, bezwzględnych codziennych kąpieli, nacierania ciała dziecka zimną wodą itp. Dziecko ma mieć sucho, idealnie czysto, ma być najedzone, dotlenione (spacery, wietrzenie pomieszczenia, w którym przebywa), odpowiednio ubrane, a gdy te wszystkie wymogi są dopełnione, dziecko, gdy zdrowe, nie ma prawa płakać ani marudzić. Na taki płacz bez powodu nie trzeba więc zwracać uwagi: nie huśtać i nie nosić na rękach. Nie okazywać czułości, nie przytulać, nie słuchać, nie obśliniać pocałunkami. Nie jest to dziecku do niczego potrzebne, a jedynie służy roznoszeniu zarazków chorobowych. Rygory w odniesieniu do, higieny, zasad odżywiania, ochrony przed zarazkami dały początek szkole postępowania z niemowlęciem, do której z czasem podczepiono jeszcze to i owo. Zalecenia te stanowiły doniosły zwrot w pielęgnacji niemowląt i na pewno uchroniły tysiące dzieci przed niechybną śmiercią. Przez całe stulecia bowiem postępowanie z dziećmi było tak antyhigieniczne, tak urągało wszelkim potrzebom organizmu, że musiało sprzyjać licznym chorobom i zgonom. Plastyczny opis tych stosunków znajdujemy w książce rosyjskiej pisarki, Elżbiety Wodowozowej, pt. Wspomnienia szlachetnie urodzonej, w której przedstawia ona sytuację małych dzieci w Rosji drugiej połowy XIX wieku.

Oto fragment tego opisu: „Można się było dziwić, że spośród naszej olbrzymiej rodziny tylko czworo dzieci umarło w pierwszych latach swego życia i że dopiero cholera zmniejszyła liczbę jej członków przeszło o połowę. W innych rodzinach ziemiańskich i bez cholery umierało moc dzieci. Inaczej zresztą być nie mogło: w owych czasach wśród ziemian nie istniały w ogóle takie pojęcia, jak higiena i pielęgnacja dzieci.

Nawet w zamożnych domach ziemiańskich nie było lufcików, a zatęchłe powietrze w pokojach oczyszczano jedynie przez palenie w piecach. Dzieci musiały oddychać stęchłym powietrzem przez większą część roku, gdyż w owych czasach nikt nie miał pojęcia o tym, że codzienny spacer na świeżym powietrzu stanowi niezbędny warunek prawidłowego rozwoju fizycznego.

Na sypialnie dla dzieci nawet bogaci ziemianie przeznaczali najciemniejsze i najgorsze pokoje, które bezwzględnie nie nadawały się dla dorosłych członków rodziny. Dzieci sypiały na wysokich, wzbijanych pierzynach, których nigdy nie wietrzono i nie suszono. Zaduch w pokojach dziecinnych panował nieopisany. Obok, wraz z dziećmi, na leżankach, na kufrach albo wprost na podłodze podścielając sobie jakieś stare szmaty, spały mamki, niańki, pokojówki.

Przesądy i zabobony szły w parze z brakiem elementarnej schludności. W wielu rodzinach, w których były panny na wydaniu, istniał przesąd, że czarne karaluchy zwiastują szczęście i rychłe zamążpójście, umyślnie więc je hodowano. W domach takich czarne karaluchy jak kamyczki spadały ze ścian i stropów na śpiące dzieci. Co się tyczy innych pasożytów, jak szare karaluchy, pluskwy i pchły, to gryzły one dzieci tak, że twarzyczki wielu malców pokryte były zawsze jakby wysypką.

Bardzo szkodliwy był też panujący powszechnie zwyczaj spowijania dziecka; nieszczęsne niemowlę, spętane powijakami od szyi do pięt, leżało po kilka godzin bez ruchu, wyprostowane jak kijek, aż mu drętwiały rączki i nóżki. Takie krępowanie dziecka uniemożliwiało prawidłowy krwiobieg i trawienie. Na dobitkę ustawiczne tarcia powijaków o delikatną skórę niemowlęcia powodowały odparzenia i obfite poty, a wskutek nich skłonności do przeziębień.

Główna reguła pedagogiczna, którą stosowano zarówno w rodzinach wyższych klas społecznych, jak i w niższych, drobniejszej szlachty, polegała na tym, że do wszystkiego, co w domu najlepsze — przestronny pokój, wygodne miejsce w powozie, smaczniejszy kęsek — mogli pretendować jedynie najsilniejsi: rodzice i starsi. Stosunki między rodzicami i dziećmi określone były dość ściśle: dzieci podchodziły rankiem ucałować rękę rodziców na dzień dobry, dziękowały za obiad i kolację i żegnały się z rodzicami przed pójściem spać.

Dzieci karano za każde uchybienie: dawano im klapsy, szarpano za włosy, za uszy, szturchano, okładano razami, smagano pasem, bito bezlitośnie rózgami".