A A A

Wypadki chodzą po dzieciach

Chronimy dziecko przed chorobami, wiemy, że trzeba uchronić je przed zakażeniem, przed zaziębieniem, nie pozwolić, aby zmarzło ani żeby się przegrzało, ale nie zawsze w równym stopniu zdajemy sobie sprawę z tego, że dziecko narażone jest na upadek z wysokości, na oparzenie, skaleczenie, zatrucie, na porażenie prądem, potrącenie przez samochód, wpadnięcie do wody... Nie chcemy nikogo straszyć, ale trzeba wiedzieć, że zgony dzieci z powodu wypadków wielokrotnie przewyższają zgony z powodu chorób zakaźnych.

W Roczniku Statystycznym Ochrony Zdrowia wydanym przez GUS w 1969 r. znajdujemy zestawienie zgonów w całej Polsce w 1967 r. spowodowanych chorobami zakaźnymi i wypadkami.

Zacytujmy kilka danych dla ukazania skali problemu. Oto w grupie wieku od 1 do 4 lat zgony z powodu chorób zakaźnych (z wyjątkiem gruźlicy) wyniosły 189, a z powodu wypadków 640! U dzieci starszych wskaźnik ten maleje (większa świadomość swoich możliwości i zdolność oceny sytuacji), aby skoczyć gwałtownie w wieku młodzieńczym.

Czy można nieszczęśliwym wypadkom zapobiegać? Można, jeśli — jak się to już wcześniej rzekło — zdobędziemy odpowiednie informacje i uruchomimy swoją wyobraźnię. Łatwiej nam będzie zadbać o bezpieczeństwo dziecka, gdy zapoznamy się z różnymi sytuacjami, które stwarzają potencjalne zagrożenie, i przeanalizujemy poszczególne wypadki.

Przede wszystkim pamiętajmy o tym, że na wypadki narażone są również niemowlęta, choć często wydaje się, że — niesprawne, uwięzione w łóżeczku czy wózku — są bezpieczne. Zdarza się jednak, że kilkumiesięczne niemowlę wypada z płytkiego wózka czy łóżeczka o zbyt niskich barierkach. Taki upadek może się źle skończyć. Na przykład półroczne dziecko spadło ze stołu na podłogę w obecności wszystkich domowników. Stało się to podczas robienia dziecku zdjęcia. Wszyscy byli tak zaaferowani poprawianiem fryzur i makijaży, że przestali zwracać uwagę na dziecko, które tymczasem sturlało się ze stołu. W rezultacie niemowlę musiało być przez pół roku pod obserwacją, bo zachodziła obawa wstrząsu mózgu i urazu kości skroniowej.

Innym poważnym zagrożeniem jest niebezpieczeństwo udławienia się. Niemowlę, gdy już potrafi chwytać przedmioty, pakuje je do buzi. Gdy jest to grzechotka, nic złego stać się nie może, ale gdy jest to guzik, cukierek czy nawet kawałek skórki od chleba, dziecko może się udławić. Udławić się może każdym małym przedmiotem, który wsadzi sobie do ust czy do nosa. Jeśli wpadnie on do krtani czy tchawicy — sytuacja staje się groźna. Dziecko się krztusi, sinieje, dusi się. W takim przypadku konieczna jest natychmiastowa pomoc lekarska. Nie zwlekając, trzeba pędzić z dzieckiem do lekarza, a najlepiej do szpitala, gdyż może być konieczne wykonanie bardziej skomplikowanego zabiegu.

Aby się ustrzec przed takim wypadkiem, trzeba z otoczenia niemowlęcia usunąć wszelkie drobne przedmioty, łącznie ze sznureczkami, tasiemkami i szmatkami. Mocując nad łóżeczkiem np. linkę z celuloidowymi czy plastykowymi zabawkami, zabezpieczamy ją tak, aby nie mogła się odczepić. Najlepiej na drążku rozpiętym między ściankami łóżeczka czy wózka. Znany jest wypadek, gdy paromiesięczne niemowlę udusiło się zamotawszy sobie wokół szyi zapomnianą przez opiekunkę tasiemkę, której koniec był przyczepiony do poręczy łóżeczka.