A A A

Witamina „m"

Dzieci są różne, tak jak różni są w ogóle ludzie. Przejawiają też zróżnicowane reakcje. Są noworodki i niemowlęta, które szybko przystosowują się do warunków świata zewnętrznego po opuszczeniu łona matki, ale są i takie, u których to przystosowanie trwa dłużej, szok być może był głębszy, przeżycia okresu prenatalnego trudniejsze. I te dzieci wymagają większych starań, więcej objawów czułości ze strony matki i ojca: właśnie kołysania, tulenia, czułych słów. Nie żałujmy im tego. Nieraz matki powstrzymują się przed wzięciem dziecka na ręce, „aby się nie przyzwyczaiło", ale uprzytomnij- my sobie, że okres niemowlęcy, okres niechodzenia trwa krótko. Gdy dziecko już ma siłę chodzić, nie daje się brać na ręce. Pomyślmy też i o tym, że nawet dziecko starsze domaga się przytulenia przez matkę, pokołysania, bo ma zakodowaną tęsknotę za tą całkowitą, cielesną bliskością, jakiej doznawało w życiu płodowym, kiedy żyło życiem matki, od-dychało i odżywiało się poprzez nią i było przez nią stale kołysane. Dlaczego po opuszczeniu tej wygodnej i bezpiecznej kołyski, w jakiej było przez pierwszych 9 miesięcy swego istnienia, życie małego człowieka ma upływać w bezruchu do czasu, aż zacznie sam chodzić?

To właśnie dlatego dzieci sieroce wychowane w uspołecznionych placówkach opiekuńczych, których nikt nie kołysze, nie tuli, nie bierze na ręce, przejawiają opóźnienia rozwojowe i więcej chorują aniżeli dzieci wzrastające w domach rodzinnych. Są one pozbawione witaminy „M" — miłości macierzyńskiej — która jest niezbędnym elementem kształtującym osobowość człowieka, gwarantującym zdrowie fizyczne i psychiczne. Dzieci w placówkach uspołecznionych mają doskonałe warunki higieniczne, należyte odżywienie, opiekę lekarską, ale okazuje się, że to nie wystarcza do pełnego i zdrowego rozwoju człowieka. Miłość uruchamia najpewniejszy mechanizm obronny, który pozwala pokonywać trudy życia i nie zagubić się w całym ogromie dzisiejszego świata. I jeśli nauczymy dziecko kochać ludzi, ukształtujemy w nim model życia oparty na życzliwości, miłości, szacunku ludzi do siebie — to damy mu najlepszą broń przeciwko wszelkim nieprzychylnościom życia.

Dziecko potrzebuje fizycznych dowodów miłości. Są np. takie rodziny, w których ojciec lub matka albo oboje kąpią się razem z dziećmi w wannie. Nie zawsze. Od czasu do czasu, od święta. Są to dla obydwu stron rozkoszne chwile. Bawią się w wodzie, ochlapują, myją się nawzajem. Bliskość cielesna jest w tych okolicznościach czymś tak przyjemnym i wiążącym uczuciowo, że dziecko zafascynowane taką zabawą, wyrzeka się dla niej nawet ukochanej telewizji. Po kąpieli — wycieranie się wzajemne, a potem szybko do łóżka. Matka i dziecko przytulają się, coś sobie poszepczą. Mama opowie bajkę, zaśpiewa kołysankę i tak niepostrzeżenie przyjdzie sen. Spokojny i głęboki.

Oczywiście, taką frajdę można mieć tylko od czasu do czasu, powiedzmy raz na tydzień, w soboty. Gdy dziecko wie, że pod koniec tygodnia czeka je taka przyjemność, tęskni do niej. Toteż gdy przychodzi wreszcie wymarzony dzień i dziecko wie, że może mieć mamę i tatę dla siebie, chce z nimi być przez cały czas, spać z nimi, a przynajmniej wejść rano do ich łóżka poczytać książeczkę, razem wykonywać wszystkie czynności.

„Tylko się przytul, jeszcze chwileczkę! — woła dziecko, gdy matka odchodzi do kuchni, aby przygotować śniadanie. — Nie, nie będziemy dzisiaj jeść śniadania. Będziemy się przytulać. Przyłóż się do mnie, mamo, jeszcze na pięć minut. Ostatni raz!" Ile zaklęć uruchamia dziecko, aby zatrzymać matkę przy sobie, czuć jej fizyczną bliskość. Tak się zachowują dzieci pieszczone, które się nie wstydzą wyrażania swoich pragnień uczuciowych, które znają smak czułości. A pomyślmy, jak bardzo wygłodniałe są te, których nikt nie pieści, bo rodzice hołdują zasadom surowego wychowania, albo te, których nie ma kto pieścić... Strach pomyśleć.

Analiza zachorowalności dzieci w żłobkach czy przedszkolach poucza nie tylko o tym, że w zbiorowości są one bardziej narażone na zakażenie się zarazkami, ale również o zmniejszeniu się odporności na choroby z powodu niedosytów uczuciowych. Dziecko, które musi wejść w nowe otoczenie, w nowy rytm życia, odczuwa coś w rodzaju od-trącenia, nie może pojąć, dlaczego musi się na wiele godzin rozstawać z rodzicami, tęskni i to odbija się na jego zdrowiu.

Także gdy dziecko trafi na źle przygotowaną do zawodu nauczycielkę, która krzyczy, denerwuje się i nie lubi dzieci, wyzwala się w nim reakcja obronna, która czasem przybiera postać agresji, a czasem choroby. Dziecko nie akceptuje wtedy szkoły i choruje, łapie infekcję za infekcją. Jego organizm nie broni się, bo dziecko nie chce iść do szkoły. Pamiętajmy, że wpływ psychiki na organizm jest prze-ogromny.