A A A

Teoria „kłębka"

Nie wyciągajmy też pochopnych wniosków z tego, że dziecko odmawia chodzenia do przedszkola przez pierwsze tygodnie. Spróbujmy się wczuć w jego sytuację, pomyślmy, co przeżywa, gdy po raz pierwszy staje wobec dużej grupy dzieci i zupełnie sobie obcych osób dorosłych, które — wyczuwa to od razu — mają mieć na terenie przedszkola nad nim władzę. Otacza je nagle krzyk i harmider. Dzieci płaczą, krzyczą, biegają. Długo trwa, zanim przybysz zorientuje się w sytuacji i pozbędzie poczucia obcości. Z początku każde dziecko przeżywa stres. Kolejny w swoim krótkim życiu. Pierwszy, przynajmniej odnotowany, to poród, potem: rozstania z matką, odchodzącą do pracy, zmiany opiekunek, być może wizyta u lekarza; nasze dziecko stale pokonuje jakieś stresy, tylko nie w każdym przypadku jesteśmy to w stanie zarejestrować, gdyż czasem swego niepokoju nie zdradzi nawet płaczem. Są dnie, kiedy jest bardziej milczące albo bardziej marudne, kiedy indziej apatyczne czy senne i nie zawsze przyczyna leży w różnicach ciśnień atmosferycznych czy diecie albo dobrze przespanej nocy, niekiedy te zmienne stany są funkcją pracy umysłu, jakiegoś wewnętrznego trudu, który dziecko podejmuje, choć nie potrafi nam o tym powiedzieć. Pamiętając o tym i licząc się z tym, powinniśmy zawsze wychodzić naprzeciw niepokojom dziecka, a jeśli ich nawet nie rozumiemy, stwarzać taką atmosferę, aby dziecko czuło, że ma w nas oparcie. To jest bardzo ważne przez cały długi czas wychowania dziecka aż do wieku dorosłego. O ileż mocniejszy jest ten, kto ma oparcie w domu rodzinnym, kogo wspiera miłość rodziców, kto może liczyć na zrozumienie z ich strony, na gotowość pomocy. A jak naprawdę sieroca jest dola tych młodych, którzy wchodząc w życie takiego oparcia nie mają i nie tylko nie mogą liczyć na rodziców, ale jeszcze muszą się obawiać ich reakcji, kluczyć przed nimi, wystrzegać się szczerości. Można się czasem ze swoim dzieckiem nie zgadzać, krytykować je, ale zawsze trzeba starać się je zrozumieć, reagować na potrzeby, ufać mu.

Niektórzy, widząc serdeczne stosunki pomiędzy Dorosłymi dziećmi i rodzicami, widząc ich spolegliwość mówią: „Oni mają szczęście, trafiły im się dobre dzieci!" A przecież to nie jest sprawa szczęścia. One się nie „trafiły", ale zostały wychowane. Dobre dzieci to na ogół takie, które dużo, od pierwszej chwili, otrzymywały od swoich rodziców i otrzymują ciągłe. Troski, pomocy, serdeczności. Następuje taki układ brania i dawania, bo — nie zapominajmy — my też bierzemy dużo od naszych dzieci, nawet gdy są małe i kłopotliwe. One zawsze wnoszą w nasze życie wartości, które bez ich istnienia są nieosiągalne. A kiedy się starzejemy, te dzieci stają się dla nas oparciem. Wiadomo, że można na nie liczyć. Tak zostały wychowane w długim, pełnym wysiłków i wyrzeczeń procesie, którego rezultatem jest prawidłowa postawa etyczna. Dotyczy to, oczywiście, sytuacji normalnych, przeciętnych, bo czasem może się ujawnić jakaś patologia.

Doświadczony psycholog, zajmujący się od lat dziećmi — dr Zofia Skórzyńska — ma swoją teorię. Nazywa ją teorią kłębka i — dodajmy —i wymyśliła ją, zanim Zbigniew Herbert napisał cytowany przez nas wiersz o matce. Otóż, według jej teorii, rodzice razem z dzieckiem snują nitkę jego życia i nawijają na kłębek, nizając na nią wszystko, co po drodze: serdeczne chwile, dobre zdarzenia i trudne momenty, wspólne zwycięstwa i razie przeżyte porażki. A każdy taki ważny moment, który się pamięta, to jak supełek na nitce. Im więcej wspólnych przeżyć, im bogatszy kontakt duchowy, tym nitka dłuższa i trwalsza i kiedy przychodzi wiej dojrzewania, to choć dziecko odbiega daleko i kłębek rozwija się, długa mocna nitka, której koniec tkwi w rękach matki i ojca, zapewnia serdeczną więź na całe życie.