A A A

Szacunek zamiast dystansu

Mówiliśmy o potrzebie bliskości z dzieckiem. Ktoś może zaoponować: „Czy to właściwe? Czy nie powinien być zachowany między rodzicami a dziećmi pewien dystans?" To pytanie zasługuje na uwagę, ale czy „dystans" to jest właściwe słowo dla określenia charakteru relacji, jaka zachodzi między rodzicami a dziećmi? Chyba właściwsze będzie, gdy uznamy, że stosunki te powinny być oparte na wzajemnym szacunku. Nie można liczyć na powodzenie procesu wychowawczego, jeśli wychowawca nie cieszy się szacunkiem wychowanka, jeśli nie ma u niego autorytetu. Ten zaś buduje się mozolnie i codziennie jakby na nowo. Dziecko też musi mieć poszanowanie dla prawa rodziców do odrębności, do intymności, musi wiedzieć, że matka i ojciec mają swoje sprawy, swoją pracę, warsztat pracy: biurko, maszynę, szafę, swój pokój (jeśli mają...), i to są rzeczy święte. Trudno sformułować receptę, bo to wynika z całego postępowania, z systemu norm obowiązujących w danym domu; o jednym wszakże musimy zawsze pamiętać: jeśli wymagamy od dziecka szacunku dla siebie, musimy je wzajemnie nim obdarzyć, jeśli chcemy, aby dziecko respektowało naszą prywatność, odrębność, i my musimy uszanować prawo dziecka do tego samego. I to od najmłodszych lat.

Niejedni rodzice traktują dziecko jak zabawkę. Chcieli mieć dzidziusia i właśnie go mają. Teraz najważniejsze jest, żeby był ładny, tłuściutki, miał śliczne ubranka, siedział i uśmiechał się do gości. Jeżeli dziecko okazuje się chorowite albo nadmiernie pobudliwe nerwowo, nie tak ładne, jakby chcieli, ma trudne usposobienie i nie uśmiecha się do gości, są zawiedzeni. Brzmi to nieprawdopodobnie, ale tak, niestety, często bywa. Rodzice źli są na dziecko, że zawodzi ich nadzieje, nie zaspokaja ich aspiracji. Brak akceptacji dziecka ze strony rodziców wyzwala cały łańcuch negatywnych reakcji, które mogą prowadzić do nieszczęścia.