A A A

Samoagresja „trudnego" dziecka

Dwuletni Pawełek sprawia swoim rodzicom dużo kłopotu. Nie jest radością, ale strapieniem. Lękliwy, prawie nie mówi, źle je, niespokojnie sypia, z trudem daje się nakłonić do zabawy z dziećmi, a w dodatku — gdy go coś zdenerwuje — zaczyna się bić po twarzy.

„Gdyby to dziecko było łatwe, dałabym wszystkiemu radę — żali się matka Pawełka — ale przy jego dzikim charakterze nie mogę podołać. Jestem w ciągłym pośpiechu, stale zdenerwowana, że nie! mogę na czas wykonać pracy".

Okazuje się jednak, że naczelną wytyczną matki Pawła w wychowaniu dziecka jest pilnowanie jedzenia, spania i czystości: żeby wszystko było na czas i na odpowiednim poziomie. Między karmieniem, myciem, układaniem do snu i wysadzaniem na nocnik oraz — oczywiście — wyprowadzaniem na spacer nikt się dzieckiem nie zajmuje. Matka uważa, że idealnie spełnia swoje powinności macierzyńskie, bo zapewnia dziecku to wszystko, co mu jest potrzebne do rozwoju. Nie dostrzega, że nie zapewnia dziecku tego, co mu jest nie mniej potrzebne do życia i rozwoju, a mianowicie kontaktu duchowego: emocjonalnego i intelektualnego. Nie bawi się z nim, 1 nie opowiada mu bajek, nie śpiewa piosenek, nie pieści. Dlatego właśnie, gdy musi się nim zająć:; przy jedzeniu, myciu i układaniu do snu, dziecko' staje się nieznośne. Ono „odgrywa się" na matce za brak zainteresowania, chce, żeby zwróciła na niego uwagę, zajęła się nim, okazała mu czułość. Niestety, rzadko to otrzymuje. Matka się denerwuje, czuje się rozżalona, poszturchuje dziecko, lamentuje, że jest niedobre, „niewdzięczne".

Przeanalizujmy sytuację przy jedzeniu. Matka się napracowała, żeby posiłek był urozmaicony, zdrowy, świeży, nie zważając na wezwania, jakie w tym czasie słał pod jej adresem Pawełek. Wreszcie — obiad gotowy, matka wydaje rozkaz: obiad! Ciągnie dziecko do łazienki: siusiu, mycie rąk i do stołu! Wszystko odbywa się szybko, gwałtownie, przy akompaniamencie lakonicznie wydawanych rozkazów. Tymczasem Pawełek wzywał matkę w bardzo ważnych sprawach: chciał, żeby mu pomogła ułożyć misia w łóżeczku, wydobyć piłeczkę spod szafy, chciał, żeby mu puściła płytę z ukochaną bajeczką o kocie w butach. Pozostawała głucha na wołanie, zwłaszcza że Pawełek mówi tak niewiele i tak niewyraźnie, iż matce trudno zrozumieć, o co mu chodzi. Prócz tego wiedziała, że i tak skończy się to wszystko marudzeniem i popłakiwaniem, bo tak jest codziennie. I rzeczywiście, on pokazuje, co potrafi: nie przychodziłaś wtedy, kiedy cię wołałem, nie byłaś przy mnie, kiedy mi byłaś potrzebna, nie pomogłaś mi w zabawie, to teraz ja nie będę robił tego, czego ty żądasz ode mnie.