A A A

Razem do szkoły rodzenia

Najlepszym sposobem zdobycia maksimum informacji o wszystkim, co dotyczy ciąży, porodu i pielęgnacji niemowlęcia w pierwszych okresach jego życia, jest zapisanie się do szkoły rodzenia; są one we wszystkich większych miastach.

W szkołach rodzenia prowadzi się ćwiczenia ogólnosprawnościowe, oddechowe, uczy właściwego reagowania na skurcze porodowe, tak aby kobieta, rozumiejąc, co się z nią i dzieckiem dzieje, swoim zachowaniem, regulowanym oddechem, rozluźnianiem mięśni we właściwych momentach wspomagała naturę. W wielu przypadkach jest właśnie od-wrotnie, a mianowicie: wystraszona kobieta miota się, płacze, krzyczy, utrudniając wręcz poród i ograbiając swoje dziecko z tlenu. Trzeba wiedzieć, że np. tak zachwalany przez niektóre „doświadczone" kobiety krzyk podczas bólów porodowych jest szkodliwy właśnie dlatego, że zaburza prawidłowy rytm dostarczania tlenu rodzącemu się.

Uczęszczanie do szkoły rodzenia nie uchroni kobiety przed bólem porodowym, ale — uświadamiając ją w zakresie fizjologii, psychologii, a także ewentualnej patologii ciąży i porodu — czyni ją mocniejszą psychicznie, a co za tym idzie — również fizycznie. Kobiety nie traktują wówczas porodu jak jakiegoś kataklizmu, ale podchodzą do niego jak do ważnej próby życiowej, której muszą stawić czoło w sposób rozumny i odpowiedzialny. Można więc powiedzieć, że obok bardzo ważnych ćwiczeń fizycznych, które dają kobiecie sprawność i umiejętności potrzebne do wspomagania akcji porodowej, szkoła rodzenia uspokaja również psychicznie, co jest równie ważne. Niejedna kobieta dopiero na wykładach, prowadzonych przez położników, dowiaduje się, że np. jej lęk przed porodem, jeśli jest bardzo silny, może wpłynąć hamująco na mechanizmy wyzwalające akcję porodową i spowodować prze-noszenie ciąży, które jest równie niebezpieczne dla zdrowia i życia dziecka, jak poród przedwczesny.

Do nauki w szkole rodzenia staramy się też zachęcić ojców. Już coraz więcej placówek tego typu pozwala im uczestniczyć w zajęciach. Ma to duże dodatnie znaczenie dla wzajemnych stosunków młodej pary, dla której — na ogół — okres ciąży, porodu, a potem pielęgnacji i wychowania małego dziecka jest czasem próby. Próby trwałości łączących ją więzów i dojrzałości do roli rodzicielskiej.

Dobrze jest zdać sobie sprawę z tego, że nie tylko kobieta oczekuje dziecka. Oczekuje go także mężczyzna, przyszły ojciec. I on przeżywa niepokoje i lęki. I on — jeśli czuje się w obowiązku i pragnie wziąć na siebie część ciężaru, jaki spada na kobietę, noszącą w łonie ich wspólne dziecko — musi się zdobyć na wiele wyrzeczeń, zrezygnować z części przyzwyczajeń czy upodobań. Powinien także orientować się, co może zaszkodzić matce i dziecku, znać zagrożenia i starać się chronić przed nimi oboje.

Nie są to wcale łatwe do spełnienia obowiązki. Wymagają dojrzałości, a przecież — w większości przypadków — spadają na młodych, a czasem bardzo młodych ludzi. Jednak obserwuje się, że coraz więcej młodych ojców chętnie je na siebie bierze, poczuwając się do pełnej współodpowiedzialności za dziecko. Nowa obyczajowość, jaka zaczęła się kształtować z chwilą, gdy kobiety masowo ruszyły do pracy zawodowej i uzyskały niezależność ekonomiczną, jakby dowartościowuje mężczyznę emocjonalnie. Poprzez współuczestnictwo w różnych zajęciach, tradycyjnie uznawanych za kobiece, i po-przez włączanie się, o ile to tylko możliwe, w trudy związane z ciążą i porodem mężczyźni uzyskali dostęp do przeżyć dawniej dla siebie niedostępnych. Czy to ich wzbogaciło? Chyba tak. Co innego ojciec, który może powiedzieć, że dbał o swoje dziecko od chwili poczęcia, że miał je w rękach tuż po urodzeniu, że je przewijał, kąpał, usypiał i wyprowadzał na spacer, a co innego taki, który tylko przynosi do domu pieniądze na utrzymanie rodziny i wygłasza od czasu do czasu pouczenia albo sięga po rózgę.