A A A

Pozwólmy im być sobą

Gdy liderzy postępu wołają o prawa dla kobiet, to przecież nie znaczy, że domagają się zniesienia różnic płci. Mężczyzna pozostanie mężczyzną, a kobieta — kobietą. Chodzi o to, aby mieli respekt dla swoich potrzeb, determinowanych m. in. przez uwarunkowania biologiczne, i żeby mieli najlepsze warunki do pełnienia swoich ról. Równość wobec prawa, równość startu życiowego, czyli to wszystko, co można osiągnąć poprzez doskonalenie instytucji społecznych, nie zniesie jednak różnic biologicznych. To trzeba brać pod uwagę i „nie dać się zwariować".

Gdy więc nasza córka chce być dżokejem, powinniśmy ją raczej od tego odwieść, tłumacząc, jakie to może mieć fatalne skutki dla jej przyszłych planów macierzyńskich. Podobnie gdyby np. chciała być traktorzystką. Natomiast co do chłopca trudno wymienić zawód dla niego niewłaściwy ze względów biologicznych. Można jedynie mówić, do czego ma większe czy mniejsze predyspozycje psychofizyczne, istotną zaś rolę grają uwarunkowania kulturowe. Są zawody specyficzne dla mężczyzn i specyficzne dla kobiet, bo taka jest tradycja i umowa społeczna, choć dzisiaj, jak wiemy, te podziały coraz bardziej się chwieją.

Pisałyśmy w pierwszych rozdziałach o tym, z jakim powodzeniem młodzi mężczyźni pielęgnują niemowlęta, jak dobrze potrafią się zajmować zupełnie kruchymi jeszcze istotami. Jednak i to należy traktować jako wzbogacenie męskiej roli opiekuna rodziny, a nie jako zamianę ról.

Dlaczego tak podkreślamy wartość poczucia przynależności do płci u dziecka? Dlatego, że to jest bardzo pomocne w dalszym życiu, w kontaktach z ludźmi: koleżeńskich, zawodowych, erotycznych. Ład w tej sferze chroni dziecko przed dewiacjami, a pomimo postępującej tolerancji obyczajowej dewiacje, zwłaszcza seksualne, czynią człowieka słabszym, bardziej odsłoniętym na różne ciosy. Ten ład jest czynnikiem harmonii wewnętrznej, rozwija zdolność kreowania swojego życia, umożliwia przeżywanie szczęścia, przyjaźni i rozkoszy wzajemnej miłości. Identyfikacja ze swoją płcią jest formą zgody na siebie, a zgoda na siebie warunkiem równowagi ducha. Dlatego zetnijmy chłopcu loki i zapuśćmy warkocze dziewczynce, nie ubolewajmy nad nim, że ukochał samochody, a jej pozwólmy wybrać sobie taki kolor wstążki, jaki jej się podoba. Nie przeszkadzajmy im, gdy się chcą bawić „w dom", „w tatę i mamę", nie śledźmy ich bezustannie, czy nie zrobią sobie coś złego, bo dzieci odwiecznie się tak bawią, a historia mało zna przypadków, aby z tego coś złego wyniknęło. Przyjmijmy jako normę, że się będą interesować wzajemnie swoimi narządami płciowymi. Nie ma w tym niczego nadzwyczajnego. Każdy człowiek zdobywa wiedzę o świecie na własny rachunek i poprzez tysiączne obserwacje, w tym i podglądanie, przez próby i doświadczenia uczy się swojej roli. Im mądrzej i bardziej dyskretnie będziemy w tym naszym dzieciom pomagać, tym lepiej spełnimy naszą rodzicielską powinność.

Mamy nadzieję, że nie wywołałyśmy wrażenia, iż nawołujemy do jakiejś rozwiązłości czy puszczenia dzieci samopas, aby bez hamulców mogły dać ujście swoim instynktom. Staramy się zracjonalizować również podejście do spraw płci i przy tej okazji podkreślić raz jeszcze, że obowiązkiem nas — dorosłych opiekunów i wychowawców naszych dzieci — jest pozwolić im być sobą i pomagać im w osiągnięciu tego.