A A A

Pomóżmy dziecku

Nie wszyscy rodzice zdają sobie sprawę z tego, że dzieci bardzo często są z siebie niezadowolone. Nawet całkiem małe. Na przykład przy zabawie: dziecko buduje zamek z piasku albo dom z klocków i budowa mu się rozsypuje: złości się więc, denerwuje, nawet płacze i wreszcie — zniechęcone — rzuca zabawę. Jest niezadowolone z siebie, a to uczucie może być konstruktywne tylko wtedy, gdy nie-zadowolenie nie zmienia się w zniechęcenie. Starajmy się pomóc dziecku, gdy widzimy u niego taką reakcję, a w żadnym razie nie dogadujmy mu: „Widzisz, niezdara jesteś, niczego nie umiesz zrobić, trzeba być wytrwałym, mazgaj jesteś!" Nasza reakcja powinna być zupełnie inna. Gdy widzimy, że np. trzyletnia dziewczynka nie potrafi zbudować domku z klocków, pomóżmy jej, a nawet zróbmy to za nią, udając, że tylko pomagamy, bo trzeba wiedzieć i to, że trzyletnie dziecko nie jest jeszcze w stanie zbudować jakiejś sensownej konstrukcji.

I tu jest właśnie moment godny uwagi: musimy zawsze w ocenie rezultatów podejmowanych przez dziecko wysiłków liczyć się z jego aktualnymi możliwościami. Przecież dziecko nie rodzi się gotowe pod każdym względem. Procesy kojarzenia, potrzebne np. do zbudowania domu z klocków czy złożenia składanki obrazkowej, doskonalą się w miarę rozwoju centralnego układu nerwowego. Nie wymagajmy od dziecka czynów i zachowań ponad jego miarę, bo wywołamy reakcje nerwicowe, frustracje, a więc — zaszkodzimy mu. A gdy dziecko podejmuje czynność przerastającą jego siły —i pomóżmy. Przez gotowość okazania pomocy umacniamy w nim poczucie bezpieczeństwa, czynnika tak ważnego w kształtowaniu osobowości. Wycofujmy pomoc stopniowo, w miarę jak oceniamy, że dziecko w danej dziedzinie powinno już sobie samo radzić.

Wspomniałyśmy o poczuciu bezpieczeństwa. Wiąże się to z poczuciem zadowolenia z siebie i otoczenia, wolnością od lęków i stresów, a więc wszelkiego rodzaju napięć. Ambicją naszą powinno być stworzenie dziecku takich warunków, aby żyło na luzie bez napięć psychicznych. Program taki może się wydać wygórowany, ale w gruncie rzeczy jest całkowicie możliwy do wprowadzenia w każdej rodzinie. Jego realizacja zależy od naszej samowiedzy, samodyscypliny i woli stworzenia dziecku maksymalnie korzystnych warunków wychowawczych. Zastanówmy się np. nad tym, jak często onieśmielamy dzieci ostrym słowem, apodyktycznym postawieniem kwestii, niesłyszeniem ich próśb, skarg czy pytań. A przecież dziecko onieśmielone nie wypowie nawet swoich pragnień, więc nie możemy marzyć o poznaniu jego myśli, spostrzeżeń, pracy wyobraźni. Natomiast gdy dziecko jest otwarte, ufne, nie lęka się otoczenia, a przede wszystkim rodziców, odsłania się, wprowadza nas w świat swoich myśli i pragnień i wówczas możemy delikatnie sterować tą sferą jego życia.

Ale i tu trzeba zachować umiar, nie nadawać rangi objawienia każdej uwadze dziecka, nie „podbijać mu bębenka", wychwalając przy nim jego mądrość, dowcip itp., gdyż zacznie się popisywać, i to, co w nim piękne, ciekawe, stanie się błazenadą. Dzieci z wielką bystrością dostrzegają, jakie reakcje są przez rodziców pożądane, jakie odezwania wywołują radość i śmiech, i zaczynają tym szermować, grać. Dbajmy o to, aby nasze dziecko zachowało naturalność, aby się nie zdemoralizowało, zachowajmy zdrowy sąd. Mamy do czynienia z człowiekiem, a nie z! zabawką czy zwierzątkiem.