A A A

Partnerstwa trzeba się uczyć

Nawet w światłych rodzinach, w których obowiązują nowoczesne, racjonalne normy wychowawcze, rodzice rzadko potrafią ułożyć stosunki z dziećmi na zasadach partnerstwa. Jest to oczywiście trudne. Bo przecież rodzice w wielu przypadkach muszą przeforsować swoje zalecenia np. co do sposobu ubrania się, pór spania czy sposobu odżywiania. Chodzi jednak o to, aby forsować tylko to, co naprawdę niezbędne, i przeprowadzać w miarę możliwości na gruncie uznania przez dziecko wyższej konieczności takiego, a nie innego postępowania. Jeśli od najmłodszych lat będziemy się starali wpoić dziecku zasady normujące higieniczny tryb życia zarówno w zakresie potrzeb materialnych, jak i duchowych, łatwiej nam będzie skłonić je do zrobienia czegoś, co mu nie sprawia przyjemności. Dziecko jest zdolne zrozumieć potrzebę, nakaz konieczności, ale wówczas tylko, gdy pochodzi od osoby, do której ma zaufanie, z którą ma dobry kontakt. W żadnym przypadku nie wolno np. na pytanie dziecka, dlaczego ma już iść spać, odpowiedzieć: „bo ja tak chcę" albo „bo ja ci każę". Taka odpowiedź grzebie rodzica w oczach dziecka, jest niedopuszczalna. Przecież jako starsi, mądrzejsi możemy znaleźć wiele sposobów na skłonienie dziecka do niepopularnego zalecenia. Wymaga to pewnego wysiłku umysłowego, ale właśnie na to rodzice powinni się zdobyć.

Jak rozumieć partnerstwo w stosunkach z małymi dziećmi? Oto przykład: córeczka przyjaciół obchodzi urodziny. Uważamy, że wypada iść na nie.

Zresztą jesteśmy zaproszeni. Jednak nasze trzyletnie dziecko nie chce iść na te urodziny. Opiera się, choć oczywiście nie potrafi wytłumaczyć swojej niechęci. Może to być nieśmiałość, może chwilowe złe samopoczucie, a może źle znosi obecność dużej liczby dzieci, nie lubi hałasu i gwaru, a może wyniosło złe wrażenie z poprzedniej, podobnej imprezy? Nie jesteśmy tego w stanie ustalić, ale to nie znaczy, że wolno nam zlekceważyć reakcję dziecka. Jeśli nie trafia argument w rodzaju: „Asi będzie przykro" czy: „U Asi będzie wesoło" — nie ciągnijmy opierającego się dziecka na siłę. Uszanujmy jego pragnienie pozostania w domu. Może jest akurat na takim etapie, kiedy najmilsze dla niego jest być z mamą i tatą. Musimy się starać kontaktować je z szerszym światem i róbmy to, ale nie wbrew niemu. Gdy napotkamy jakąś przeszkodę, zastanówmy się, na czym ona polega, jaka jest przyczyna trudności, i skorygujmy odpowiednio nasze postępowania.

Rodzice bardzo wiele tracą przez to, że mają ciągle dla dziecka za mało czasu. Trudne jest nasze życie, zwłaszcza w okresie młodości, gdy budujemy byt dla siebie i rodziny, ale pamiętajmy, że to, co włożymy w dziecko w pierwszych latach jego życia, będzie owocować bardzo długo. Wtedy budujemy zręby naszego autorytetu i przyjacielskich, partnerskich stosunków z dzieckiem właśnie na podstawie wzajemnego szacunku i miłości. Wszystko nam będzie szło łatwiej, gdy na początku ugruntujemy dobre stosunki z dzieckiem. Nie żałujmy na to czasu ani energii.

Bywają jednak takie sytuacje, kiedy najrozumniejsze, najbardziej doświadczone opiekunki stają bezradne i nie potrafią zdobyć się na inną reakcję, jak wymierzenie dziecku klapsa. Oto np. mama małego Jasia śpieszy się z nim do lekarza. Ma wyznaczoną wizytę w przychodni, a zanim wyjdzie, musi sprzątnąć mieszkanie, przygotować obiad, przepłukać pieluszki, aby zaraz po wizycie u lekarza pójść z Jasiem na spacer. Jaś ma 18 miesięcy, jest rozkosznym, pogodnym chłopczykiem, ale w miarę jak rośnie, jest coraz silniejszy i np. ubieranie go zaczyna już matce sprawiać kłopot. Mama kładzie chłopca na stole, przewija go, usiłuje założyć rajstopki i sweter. On się śmieje, wierzga nóżkami, wije jak piskorz, wymyka z rąk, chce się bawić. Matka boi się, że go nie utrzyma, żywość rozbawionego silnego malca stwarza niebezpieczeństwo, przemawia więc łagodnie, potem gniewnie, ale bez skutku. Wreszcie wymierza mu siarczystego klapsa w gołą pupę. Dziecko wśród wesołego śmiechu nagle milknie, patrzy na matkę zdumione i wy-bucha ogromnym, żałosnym płaczem. Łka, zanosi się. Nie tylko z bólu, ale i z żalu, że tak brutalnie odebrano mu radość. Matka stoi wstrząśnięta. Co zrobiła? Dlaczego? Jakim prawem?

Jaś już jest potulny, matka ubiera go bez przeszkód, zdąży do lekarza, ale ma poczucie, że popełniła przestępstwo, okazała bezradność i uciekła się do czegoś najgorszego, żeby zapanować nad dzieckiem.