A A A

Nie wpadać w panikę

Przede wszystkim powinniśmy pamiętać o tym, że dziecko zawsze, ale w chorobie jeszcze bardziej, widzi w nas gwarantów swojego bezpieczeństwa, oczekuje od nas pomocy i czułości. Musimy więc powściągnąć własny strach i pomyśleć o tym, co czuje nasze dziecko, czego się lęka. Bo lęka się różnych rzeczy w zależności od tego, jak jest duże i co już rozumie. Gdy jest starsze i ma już 4, 5 lat, to często najbardziej boi się rodziców, zwłaszcza w rodzinach, w których przyczyn wszelkich niepowodzeń i kłopotów z dziećmi upatruje się w ich postępowaniu. „Jesteś chory — mówi matka — bo byłeś nieposłuszny, nie wziąłeś szalika i ciepłej czapki. Biegałeś po podwórku, nie wracałeś, choć cię tyle razy wołałam, i zaziębiłeś się. Teraz trzeba będzie stawiać bańki, smarować plecy, a kto wie, czy nie robić zastrzyków".

No i... nie dość, że chore, to jeszcze nastraszone. Dziecko tak traktowane boi się reakcji rodziców i jak długo się da, zataja swoje złe samopoczucie. Jeżeli to początek choroby: dziecko nie jest jeszcze obłożnie chore i nie ma wysokiej gorączki, to boi się położenia do łóżka, przerwania zabawy, nudy. I wizyty lekarza się boi, bo wynika z niej zawsze coś nieprzyjemnego. W miarę jednak jak gorączka się wzmaga, dziecko zaczyna się bardzo źle czuć i wtedy budzi się w nim lęk wywołany uczuciem duszności. Dzieje się z nim coś, czego ono nie rozumie, ale gdy choruje po raz któryś, wie już, że taki stan pociąga za sobą wizytę lekarza, a w następstwie zabiegi i rygory z reguły bardzo przykre. W zależności od rodzaju choroby mogą się też pojawić różne dolegliwości fizyczne: ból głowy, gardła, bóle stawów. Dziecko cierpi.

Trzeba sobie z tego zdawać sprawę i starać się, aby dziecko nie wyczuwało wokół siebie atmosfery napięcia nerwowego i strachu. Taka atmosfera utrudnia leczenie. Stale musimy pamiętać o ścisłym związku, jaki zachodzi u człowieka pomiędzy emocjami a doznaniami i procesami fizycznymi. Dłuższy czas medycyna nie brała tego pod uwagę, ale dzisiaj problematyka ta obrosła w potężną dokumentację na całym świecie. „Kto szczęśliwy, ten zdrowy" — głoszą behawioryści i chyba mają dużo racji. Dlatego, chcąc wychować zdrowe pod każdym względem dziecko, musimy dbać o jego środowisko psychiczne i gdy chore, chronić je przed uczuciami niepokoju i strachu.

Nie jest to łatwe, gdyż — jak o tym już wspomniałyśmy — choroba dziecka napawa nas samych ogromnym lękiem. Życie dziecka wydaje się być tak kruche, jego słabość w chorobie tak przerażająca, że młodzi i niedoświadczeni rodzice wpadają w panikę, której nie potrafią przed dzieckiem ukryć.

A ono przecież bacznie obserwuje, wszystko zauważa. Jego własny strach przed chorobą jest i tak potężny, a wzmocniony zdenerwowaniem i lękiem rodziców, działa wprost paraliżująco na dziecko,

Ernest Hemingway w opowiadaniu pt. Oczekiwanie opisuje lęk chorego dziecka: „— Jak myślisz, o której umrę? — spytał.

— Co?

— Jak długo potrwa, zanim umrę?

— Nie umrzesz, ale co się z tobą dzieje?

— O tak, umrę. Słyszałem, jak powiedział: sto dwa.

— Nikt jeszcze nie umarł od stu dwóch stopni temperatury. Nie gadaj takich głupstw.

— Ale ja wiem, że tak. We Francji, w szkole, chłopcy powiedzieli mi, że człowiek nie może żyć z temperaturą wyższą niż czterdzieści cztery stopnie. A ja mam sto dwa.

Cały dzień czekał na śmierć, cały dzień od dziewiątej rano.

— Biedny skarbie! — powiedziałem. — Kochany, biedny skarbie! To tak samo jak mile i kilometry. To jest inny termometr. Na tamtym termometrze normalna temperatura wynosi trzydzieści siedem stopni, a na tym dziewięćdziesiąt osiem.

— O! — powiedział.

Wzrok jego, wbity w brzeg łóżka, powoli tajał.

A nazajutrz był już zupełnie normalny i z łatwością płakał z powodu byle czego".

Lekarz, jak wielu dorosłych, nie wziął pod uwagę, że dziecko pilnie słucha tego, co on mówi. A więc — nie oszukując dziecka — starajmy się, gdy chore, nie mówić przy nim o jego dolegliwościach, tylko spokojnie tłumaczyć ich przyczynę i uspokajać.