A A A

Nie ma brzydkich dzieci

Bywa tak, że rodzice nie tylko nie chwalą dziecka, że ładne i mądre, ale wiecznie przy nim narzekają, że głupie, niezdolne, niezręczne itp. Ba, niektórzy nawet uważają za swój obowiązek pedagogiczny wytykać dziecku, że jest np. brzydkie. Zwłaszcza dziewczynce. „Ucz się pilnie — mówią — bo jesteś brzydka i możesz liczyć tylko na siebie. Wątpliwe, czy wyjdziesz za mąż, czy cię kto zechce".

Nietrudno się domyślić, że tak wychowana dziewczynka czuje się nieszczęśliwa, niepewna siebie i ciągle szuka zaprzeczenia tego okrutnego sądu. Takie postępowanie rodziców rzutuje nieraz na całe jej życie, przeszkadza w nawiązywaniu przyjaźni, w kontaktach erotycznych, nawet w pracy zawodowej. Jest to postępowanie wybitnie destruktywne, niszczy w dziecku wiarę we własne siły, poczucie własnej wartości. Dziewczynka, której rodzice wmówili, że jest brzydka, nie wierzy chłopcom i upatruje w ich komplementach podstępu, chęci wykorzystania jej. Nie wierzy w bezinteresowne uczucie.

W żadnym przypadku nie wolno wmówić dziecku, że jest brzydkie czy pod jakimkolwiek względem nieudane. Przeciwnie, choć nas może niektórzy za to zganią, jesteśmy zdania, że trzeba raczej wyrabiać u dziecka zadowolenie z siebie czy raczej zgodę na siebie, na swoją powierzchowność i charakter, wpajając jednocześnie potrzebę doskonalenia siebie pod każdym względem. Bo człowiek wiecznie z siebie niezadowolony łatwo popada w depresję, żyje w ciągłym stresie, niepewności, czy jest przez otoczenie akceptowany. I rzeczywiście staje się nieznośny i trudny we współżyciu. Pewna doza samokrytycyzmu jest niezbędna do budowania samoświadomości, ale nie za duża. Bo podobnie jak bezmyślne, bezrefleksyjne samozadowolenie, tak też aprioryczne niezadowolenie z siebie oddziaływa destruktywnie na psychikę.

Trzeba więc wy balansować pomiędzy bałwochwalczym podnoszeniem wszystkich — prawdziwych i urojonych — zalet swego dziecka i wbijaniem go w pychę a zbyt daleko posuniętym krytycyzmem, który rodzi ciężkie kompleksy, i to takie, które rzutują na całe życie. I dlatego o dzieciństwie często myślimy jak o okresie szczęśliwym lub nieszczęśliwym. W literaturze pedagogicznej czy psychologicznej spotykamy się często z określeniem „niedowartościowany". Otóż właśnie takie poczucie mniejszej wartości ma swoje źródło w błędach wychowawczych popełnionych przez rodziców. Gdy dziecko wzrasta w przeświadczeniu, że jest brzydsze, gorsze, głupsze od innych, gdy przeciwstawia się je w dodatku innym dzieciom, rzekomo bardziej udanym, musi mieć niebywałe siły wewnętrzne, mocno zakodowaną pewność siebie, aby nie poddać się przygnębieniu i nie wzrastać w poczuciu krzywdy.