A A A

Najważniejsze jest dziecko

Czy podobna wszystko przewidzieć? Nie, niepodobna, ale dużo — można. Główna sprawa to uprzytomnić sobie hierarchię wartości. Gdy mamy dziecko pod opieką, obojętne: swoje czy cudze, ono jest najważniejsze. Nie pranie, nie gotowanie, nie rozmowa z przyjaciółką, sprzątanie, szycie itp., ale dziecko. Jego potrzeby, jego bezpieczeństwo.

„Dobrze tak mówić, gdy się nie ma niczego innego na głowie" — zaoponuje niejedna matka. Prawda. Trzeba odejść od dziecka, ale nie przestaje być ono najważniejsze. Zostawiając samo, zabezpieczmy je przed złą przygodą. Gdy już nieco starsze, powiedzmy — półroczne — powinno raczej przebywać w kojcu na podłodze wyłożonej kocem, gdyż wtedy nie grozi mu upadek z wysokości. Usuwamy też z jego pola widzenia wszelkie drobne przedmioty. Zostawiamy tylko duże zabawki, takie, których dziecko nie może przegryźć, złamać czy oderwać, gdyż np. ułamkiem grzechotki może się pokaleczyć, nie mówiąc już o tym, że może go połknąć. 

Ile przezorności powinna wykazać matka, gdy musi na jakiś czas zostawić dziecko, świadczy historia, która się przytrafiła dwuletniemu Przemkowi. Matka pobiegła do sklepu, zostawiając chłopca śpiącego w łóżeczku o wysokich barierkach. Odchodząc uchyliła okno, żeby dziecko miało podczas snu świeże powietrze, i dlatego, że na kuchence gazowej gotowała się zupa. Dodajmy, że do okna dosunięty był fotel, a od łóżeczka chłopca do okna i do kuchenki gazowej było kilka kroków. I oto stało się coś, czego matka w ogóle nie brała w rachubę: dziecko się zbudziło i zaczęło wzywać matki. Gdy nie nadchodziła, zaczęło żałośnie płakać, a następnie wydostało się z łóżeczka (mimo bardzo wysokich poręczy), weszło na fotel i zaczęło wspinać się na okno. Usłyszała jego' płacz sąsiadka i zrozumiała, że matki Przemyka nie ma, natomiast przez dziurkę od klucza zobaczyła, że malec wspina się na okno. Zaczęła więc do niego wołać, wabić go do drzwi, uspokajać, zapewniając, że mama już idzie. Prosiła, żeby podszedł do drzwi. Jednak w tej samej chwili zdała sobie sprawę, że po drodze do drzwi wejściowych" stoi kuchenka gazowa z gotującą się zupą. Przeraziła się, że dziecko może machnąć rączką i strącić na siebie garnek, którego długi uchwyt wystawał na pokój. Groza! Zaczęła więc go prosić, żeby usiadł na podłodze, i miała zamiar wyważyć zamek za pomocą tasaka, gdy nadbiegła zziajana mama Przemka, zaalarmowana już na ulicy krzykiem dziecka. Nie ma potrzeby opisywać jej przerażenia. „Przecież on się nigdy nie budzi przed' upływem dwu godzin — tłumaczyła — i mowy nie ma, aby umiał się wydostać z łóżeczka".

A jednak się wydostał. Jak? Pozostało to dla wszystkich tajemnicą. Gdy matka poprosiła, aby pokazał, jak wyszedł z łóżeczka — nie umiał tego1 zrobić. Jest to więc przykład na to, że nie znamy w pełni możliwości swojego dziecka i nie zdajemy sobie zwłaszcza sprawy z tego, że silnie pobudzone nerwowo może się zdobyć na wyczyny, do których zwykle nie jest zdolne.

Bardzo pouczającą wiedzą w tym zakresie dysponują oddziały chirurgii dziecięcej, na które trafiają dzieci z przeróżnymi urazami. Według opinii lekarzy większość nieszczęśliwych wypadków, jakim ulegają dzieci, zawiniona jest przez rodziców, którzy przejawiają nieopisaną wprost lekkomyślność i brak wyobraźni. Oto np. tata z babcią postanowili przemeblować mieszkanie, zanim wróci z pracy matka; przesuwając szafę, nie zatroszczyli się, co robi w tym czasie półtoraroczne dziecko, i przygnietli je szafą do ściany. Matka czteroletniego chłopczyka zapragnęła zapalić, a ponieważ nie miała w domu papierosów, postanowiła wyskoczyć do kiosku. Chłopczyk prosił, aby go wzięła ze sobą. Matka zapewniła go, że zaraz wróci. Zostawiła jednak otwarte okno i dziecko „wyszło" przez nie. Z czwartego piętra. Zostało kaleką na całe życie.

Podobnie „wyszła" przez otwarte na oścież okno kilkuletnia dziewczynka, której tapczan stał pod oknem. Wprawdzie matka otworzyła je, gdy dziecko już mocno usnęło, ale dziewczynka obudziła się i zdezorientowana co do kierunku, chcąc zapewne pójść do rodziców, wypadła na asfalt podwórka.