A A A

Kochajmy bezwarunkowo

Gdy dziecko zachowuje się niewłaściwie, nie wolno dać się zdemobilizować przez osoby zajmujące się dzieckiem przelotnie: babcie, ciocie, przyjaciółki, które mówią nam: „Nie martw się, ono z tego wyrośnie" — bo często „nie wyrośnie". Złe zachowanie, nieprawidłowa reakcja są wynikiem tego, że w odpowiedniej chwili nie pokierowaliśmy dzieckiem jak należy, a przede wszystkim że nie zgłębiliśmy, jaka jest przyczyna takiego, a nie innego je-go zachowania. Ciekawe byłoby prześledzić w jednej rodzinie łańcuch przyczyn i skutków. Okazałoby się, że w większości przypadków na zachowanie się dzieci, na ich reakcje przemożny wpływ wywierają rodzice, nawet jeśli to czynią nieświadomie, po prostu, że są tacy, a nie inni. Iluż to wybitnych ludzi, chcąc siebie określić, sięga do czasów dzieciństwa. Tam tkwią nasze korzenie, tam ukształtowało się w nas coś raz na zawsze, dobre i złe doznania wycisnęły trwały ślad na psychice i choć wiele zależy od dalszych okoliczności życia i własnej pracy człowieka nad sobą, przeżycia dzieciństwa odciskają się na osobowości człowieka.

Jak więc postępować, aby te przeżycia wywierały wpływ konstruktywny? Na plan pierwszy wysunęłybyśmy konieczność akceptowania dziecka takim, jakim ono jest, a więc całkowicie i bezwarunkowo. Tymczasem znaczna część rodziców traktuje swoje dzieci instrumentalnie, to znaczy, kochając je, uzależnia swoją akceptację od zachowania się dziecka. Miłość staje się nagrodą za to, że dziecko jest grzeczne, że spełnia oczekiwania. I choć na ogół rodzice kochają swoje dzieci bez względu na to, jak się one zachowują, to okazują swą miłość tylko wówczas, gdy zasługują one na to. Tak traktowane dziecko nie czuje się, w gruncie rzeczy, akceptowane. Rodzice popełniają wielki błąd, choć niektórym wydaje się, że takie postępowanie jest wysoce pedagogiczne. Nieprawda. To tresura, a nie wychowanie. Czułość jako nagroda nie może być odbierana przez dziecko jako wyraz miłości rodzicielskiej. Wychowanie jako nieprzerwane pasmo kar i nagród rodzi w dzieciach napięcie i niepewność, czy są kochane, niezdolność — w rezultacie — do odczuwania radości życia, jaką odczuwają te, które nie boją się rodziców, pewne, że mogą zawsze na nich liczyć. Ufność jest fundamentem poczucia bezpieczeństwa, tak potrzebnego każdemu dziecku.

Dziecko musi wiedzieć, że jest ktoś, kto je będzie kochał zawsze, bezwarunkowo. Bo będzie błądzić i może nawet popełni jakiś zły czyn, ale jeśli wie, że jest ktoś, komu może wszystko powiedzieć i usłyszeć wprawdzie naganę czy nawet otrzymać karę, ale bez wycofania czeku na miłość, to jest to najpewniejsza obrona przeciwko dalszemu brnięciu w błędy.

W krytyce wobec dziecka powinniśmy być umiarkowani, licząc się z tym, że mamy do czynienia z psychiką jeszcze nie ukształtowaną, o słabej odporności. Zbyt surową oceną możemy dziecko skrzywdzić. Nie mierzmy dziecka naszą miarką, posłuchajmy najpierw, o co mu chodzi, czym się kierowało postępując tak, a nie inaczej, i dopiero jeśli się to nie godzi z normami etycznymi, które chcemy w nie wpoić, wkraczajmy z uwagami. Stosujmy minimalną liczbę zakazów, ale te, które uważamy za uzasadnione, egzekwujmy konsekwentnie, z całą stanowczością. Dajmy dzieciom możliwość odczucia smaku swobody i zrozumienia konieczności pewnych ograniczeń.