A A A

Identyfikacja ze swoją płcią

Rodzice postępują niekiedy nielogicznie: bardzo chcą mieć chłopca, a gdy on się urodzi, robią z niego dziewczynkę: zapuszczają mu loki, nawet wiążą kokardy na głowie, ubierają w koronki i muśliny. Robią to, oczywiście, mamy, ale ojcowie nie sprzeciwiają się temu. Choć namiętnie pragnęli chłopca, lubią się bawić „śliczną laleczką". Taki chłopczyk, zwłaszcza gdy jest chowany głównie przez kobiety (matkę i babkę), łatwo ulega wrażeniu, że jest dziewczynką. Mówi: „zrobiłam", „poszłam", przyjmuje gesty i zachowania właściwe dziewczynce. W konsekwencji może się to stać źródłem kłopotów i nieporozumień w przedszkolu, szkole, a nawet w dorosłym życiu, gdyż styl pewnego zniewieścienia może się utrwalić. W ciągu pierwszych lat swojego życia chłopiec jest wychowywany głównie przez kobiety. Jest to uwarunkowane tak biologicznie, jak ekonomicznie i kulturowo. Siłą rzeczy więc one przede wszystkim, a w pierwszej linii — matka, stają się dla niego wzorem, dostarczają mu modeli zachowań, z nimi się identyfikuje. To właśnie dlatego, aby zapobiec zniewieścieniu chłopców, w określonym wieku poddawani oni byli obrzędowi inicjacji (u ludów pierwotnych), nieraz bardzo okrutnemu, co w późniejszych czasach przyjęło formy ła-godniejsze, np. postrzyżyny, przejście chłopca z izb kobiecych do męskich, gdy kończył siedem lat. Słowem — istniała jakaś cezura wieku, po której chłopiec musiał być wyrwany spod dominującego wpływu kobiet, aby mógł wyrosnąć na prawdziwego mężczyznę.

Dzisiaj, przy pełnej koedukacji, demokratyzacji, emancypacji kobiet itp. nie może być mowy o rozdzieleniu przedszkoli na męskie i żeńskie i właściwie nie istnieje żaden zinstytucjonalizowany sposób wpływania na identyfikowanie się dzieci ze swoją płcią. Wszystko zależy od rodziców i wychowawców. Toteż możemy ubolewać nad zniewieścieniem chłopców, jak też martwić się schłopięceniem dziewcząt.