A A A

Higiena ma też granice

Ten ponury obraz uprzytamnia, że do grup społecznych uciskanych i wyzutych z praw przez długi czas należały dzieci. Walka o zapewnienie im właściwych warunków zdrowotnych, o respektowanie ich potrzeb rozwojowych nie była wcale łatwa. Na gruncie takich stosunków zalecenia dra Pirąueta, innych lekarzy i pedagogów domagających się dla dzieci wody, ruchu, słońca i powietrza brzmiały rewolucyjnie i odegrały doniosłą rolę. Toteż można powiedzieć, że w naszym XX wieku, z wyjątkiem środowisk zacofanych, hasła higieny zyskały sobie powszechną popularność i nikt już dziś nie kwestionuje potrzeby zachowania przy dziecku czystości, stosowania racjonalnego odżywiania, zapewnienia mu potrzebnej ilości ruchu i powietrza. W staraniach o czystość doszło się nawet już do pewnej przesady, stwarzając noworodkom i niemowlętom niemal sterylne warunki życia. Najnowsze wskazania pediatryczne odchodzą od tak pojmowanej aseptyki. Uważa się, że dziecko chowane w warunkach przesadnie higienicznych staje się nieodporne. Człowiek przecież żyje wśród bakterii, w środowisku skażonym. Jeśli wyhodujemy organizm w warunkach chemicznie czystych, jakże sobie będzie radził w tym brudnym i zatrutym świecie? Trzeba go jakby przed tym zaszczepić, a więc pozwolić mu się rozwijać w warunkach mniej więcej takich, w jakich będzie przebiegać jego życie. Już teraz nie mówi się, że wszystko, z czym się styka niemowlę, ma być sterylnie czyste, jałowe, stokrotnie wygotowane, że musimy je kąpać codziennie, i to z dodatkiem jakichś środków, płynów pieniących się itp. Na Zachodzie zdecydowanie odrzucono wszelkie płyny do kąpieli, wręcz ich zakazano, zwłaszcza dzieciom, gdyż rozpuszczają tłuszcz, którym jest pokryta skóra każdego człowieka. Zniszczenie tej naturalnej osłony czyni ją bezbronną przed zmianami atmosferycznymi i infekcjami. Mnożą się choroby skóry, zwłaszcza o charakterze alergicznym. Nieraz ten niszczący skutek detergentów i innych chemikaliów używanych do produkcji mydła, szam-ponu itp. daje o sobie znać po latach, gdy człowiek jest już dorosły, np. uporczywe pokrzywki, wypryski, suchość skóry, swędzenie. A więc głosi się czystość, ale z umiarem, bez szorowania ciała aż do zniszczenia skóry!

Oczywiście, inaczej traktujemy dziecko w okresie noworodkowym, a inaczej w okresie niemowlęcym, gdy jest już nieco starsze. Wobec noworodka zachowujemy surowszy reżim higieniczny, staramy się zwłaszcza chronić go przed wszelkim zakażeniem bakteryjnym czy wirusowym. Dlatego kontakty ze światem zewnętrznym powinny być rozsądnie ograniczone. Noworodek, w zasadzie, powinien kontaktować się najwyżej z 4—5 osobami. Stopniowo ten krąg może się poszerzać, ale zawsze powinniśmy uważać, by dziecko nie miało kontaktu z osobami chorymi.

Czujność nasza powinna wzrosnąć na przełomie piątego i szóstego miesiąca życia, kiedy ustaje odporność okołoporodowa i dziecko jest już przeważnie karmione z butelki, wtedy bowiem łatwo ulega wszelkiego rodzaju infekcjom i zatruciom pokarmowym. Uprzytomnijmy sobie, że wszystkie terminy szczepień, tych najtrudniejszych: przeciwko dyfterytowi, kokluszowi, tężcowi i polio, ustala się na pierwsze miesiące życia dziecka. Stanowią one przecież drastyczną ingerencję w organizm małego dziecka, ale właśnie w tym okresie dziecko ma dużą odporność immunologiczną, dużą liczbę przeciwciał, które wyniosło z łona matki i dzięki którym może stosunkowo łatwo wytworzyć odporność na poszczególne choroby.

A więc wniosek można by sformułować tak: postępujmy w zgodzie z podstawowymi wymogami nowoczesnej higieny, ale „nie dajmy się zwariować", nie trzymajmy się ślepo przepisów książkowych, aby nie wpaść w przesadę. Trzeba zachować czystość przy dzieciach, czystość zresztą jest w ogóle wartością, czyni życie zdrowszym, milszym i ładniejszym, ale nie należy dziecka wyjaławiać, bo świat, w którym ono żyje, nie jest sterylny.