A A A

Dziecko jest człowiekiem

I znów musimy przypomnieć o tym, że dziecko jest istotą odrębną, niepodległą, samodzielnym człowiekiem, choć tak jeszcze od nas zależnym, i że manipulować nim nie wolno. Musimy pozostawić mu wolność dokonania własnej oceny, własnego wyboru. Małe czy duże, jest istotą autonomiczną i naszym obowiązkiem jest to uszanować. Tymczasem niektórzy rodzice traktują dzieci jak przedmioty, jak własność. Zresztą nie tylko rodzice. Instytucje również.

Oto np. półsierota, dziecko wychowywane przez 5—6 lat przez dziadków. Kocha ich i oni je kochają. Naraz zjawia się ojciec, który dotychczas nie przejawiał najmniejszego zainteresowania swoim dzieckiem, i chce je zabrać. Dziecko nie zna ojca i boi się go. Sprawa sądowa jedna, druga. Ojciec wygrywa, bo ma „naturalne" prawo do dziecka. Sąd zarządza wydanie dziecka ojcu. Przez komornika. W drodze egzekucji.

Prawa i urzędy nie biorą pod uwagę uczuć dziecka, jego woli. Być może nie ma ono jeszcze pełnej zdolności rozeznania tego, co dla niego złe, a co dobre, ale wie, kogo kocha, a kogo się boi, wie, z kim chce być. Nie szanuje się jego woli i nie chroni jego uczuć. Odmawia się dziecku prawa do miłości. Warto się zastanowić nad tym, jak często i w jakiej skali krzywdzi się dzieci i ile razy ta krzywda ukryta jest pod płaszczykiem troski o ich dobro.

Szanować dziecko to znaczy brać pod uwagę jego wolę, jego uczucia i upodobania, jego autonomię. Nie zawsze możemy zgodzić się, aby nasze dziecko robiło to, co chce, bo nieraz jest to rzeczywiście sprzeczne z jego dobrem, ale zawsze powinniśmy to rozważyć. I nie możemy dziecku domagającemu się czegoś odpowiedzieć po prostu „nie". A gdy spyta: „dlaczego" — odpowiedzieć: „bo nie"! Jest to obraza, a ilu rodziców tak właśnie postępuje. Uważają, że nie mają obowiązku tłumaczyć dziecku dlaczego. A właśnie że mają obowiązek; bezwzględnie, zawsze powinni tłumaczyć dziecku, dlaczego trzeba postąpić tak, a nie inaczej.

Wiele osób zwraca się do dzieci tak, jakby sobie nigdy nie pozwoliło zwrócić się do dorosłych: lekceważąco, zdawkowo, nawet obcesowo, gdy tymczasem dzieci zasługują na nie mniejszą, a większą uwagę aniżeli dorośli. A przy tym pamiętajmy, że dzieci biorą z nas przykład, od nas uczą się, jak traktować ludzi. Gdy mają przed sobą przykład harmonijnego współżycia rodziców, stosunków opartych na zasadach partnerstwa, podobnie będą kształtować swoje stosunki z ludźmi. Wzory wyniesione z dzieciństwa zapadają głęboko, utrwalają się jak klisze na taśmie pamięci, z której się same wywołują w odpowiednich okolicznościach.

Czy nam się to podoba, czy nie, dzieci bacznie nas obserwują. Starają się o swoich rodzicach dowiedzieć jak najwięcej, podglądają nas, śledzą nasze' reakcje, czasem nawet w niewinnych z pozoru pytaniach kryje się chęć docieczenia naszych intencji. Liczmy się z tym, że po wczesnodziecięcym okresie bezkrytycznego zachwytu i uwielbienia przychodzi refleksja krytyczna. Dzieci potrafią surowo oceniać swoich rodziców. Surowo, ale na ogół — sprawiedliwie. W układzie partnerskim między rodzicami i dziećmi możliwe jest wyrażenie przez dzieci krytycznych uwag na temat rodziców, ale taki układ zdarza się rzadko. W większości przypadków rodzice nawet nie dopuszczają myśli, aby dzieci mogły się o nich krytycznie wy no wiedzieć. Nie ma mowy o żadnej równości stosunków. Matka i ojciec mogą łajać dziecko, wyzywać najgorszymi słowami, a nawet bić, ale dziecku nie wolno wypowiedzieć swego sądu o rodzicach.