A A A

Dziecka trzeba się uczyć

Błędne postępowanie rodziców często ma swoje źródło w tym, że nie starają się wniknąć w psychikę i fizjologię dziecka, spróbować zrozumieć, dlaczego ono zachowuje się tak, a nie inaczej. Przejawia się to w sytuacjach najprostszych, codziennych.

Oto typowa scenka:

Upalny letni wieczór. Z parku Łazienkowskiego wychodzą matki z dziećmi. Są bardzo zmęczone.. Dzieci też. Co drugie dziecko ociąga się, pokłada na ziemi, płacze, nie chce iść. Matki się denerwują. Tarmoszą dzieci, popychają, szturchają, krzyczą na nie, a nawet wymierzają klapsy. Dziecko domaga się płaczem wzięcia go na rękę, matka rozwścieczona (bo trudno to inaczej określić) oddala się szybkim krokiem zostawiając siedzące na ścieżce i płaczące dziecko. Daje mu „dobrą szkołę". Ono — nieszczęśliwe, nieprzytomne niemal ze zmęczenia — czuje się opuszczone, odtrącone. Wreszcie zbiera się i wlecze do bramy parku, przy której stoi matka. Ta wrzuca je do wózka, czasem, jeśli ma jeszcze trochę rozumu i serca, przytuli jednak po „nauce", jaką mu dała.

Zdarza się i tak, że dziecko rzuca się na ziemią i bije nogami, krzyczy. Ta reakcja jest dla matki niezrozumiała i nie do darowania. Wstydzi się za swoje dziecko, a nie przychodzi jej do głowy, że swoją niecierpliwością, brakiem wnikliwości, lenistwem myślowym sama wywołała taką reakcję. Nawet nie jest w stanie sobie wyobrazić, jak bardzo dziecko czuje się nieszczęśliwe, poniżone i skrzywdzone. Do tego stopnia, że wzbudzona w nim agresja prowadzi do reakcji samowyniszczenia. Im bardziej zdenerwowana i zła jest matka, tym ostrzejsza reakcja dziecka. Trzeba to zrozumieć i utrwalić w świadomości, uwierzyć w to sprzężenie zwrotne i uprzytomnić sobie całą bezprzydatność krzyków, awantur, bicia.

Zachowanie się dzieci przy opuszczaniu parku można na pewno wytłumaczyć dużym zmęczeniem i — przede wszystkim — łaknieniem. Bawiąc się, biegając przez kilka upalnych godzin, wyparowały z siebie mnóstwo wody. Gdyby podczas takiego ataku płaczu, marudzenia, podała dziecku buteleczkę z piciem, przekonałaby się, jak szybko powróciłoby ono do normy, uspokoiło się. Bo rzeczywiście, „dziecko jest jak kwiat, wymaga dużo wody...".

Starajmy się zrozumieć przeżycia dziecka i zdobywać wiedzę o jego rozwoju. Pomyślmy: żeby uprawiać ogródek działkowy, trzeba się tego nauczyć z książek, uczyć się trzeba robienia serwetek na drutach i naleśników z serem, ale do pielęgnacji i wychowania dzieci biorą się nieraz ludzie bez najmniejszego przygotowania. Zastanawiające, jak rzadko Spotykamy rodziców, którzy chcą poszerzyć swoją wiedzę informacjami z dziedziny pedagogiki, psychologii, medycyny po to, aby lepiej rozumieć potrzeby swojego dziecka i mądrzej sterować jego rozwojem. Uważa się, że umiejętność wychowania jest dana każdemu, zwłaszcza kobiecie, że mamy to zakodowane i wystarczy kierować się instynktem. A to nieprawda. Bo choć dużo rzeczy wie się jakby „z powietrza", od babki, matki, ciotki, to również „z powietrza" łapie się dużo bzdur, jakichś bałamutnych mniemań, fałszywych informacji, jeśli nie przesądów. Każda epoka wytwarza swoją modę także w zakresie wychowania i nieraz to, co przejmujemy od matki, jest elementem mody minionego okresu, a nie obiektywnym wymogiem wychowawczym. Wiedza na temat pielęgnacji i wychowania dzieci podlega ciągłej weryfikacji, bo nie tylko zmienia się jej zakres, ale zmieniają się też warunki naszego życia.

Niejedna babcia mówi: „Wychowałam swoje dzieci na dzielnych ludzi, to wiem, jak się to robi". Ale inna powie: „Dzisiaj dopiero, gdy pożyłam już tyle lat, tyle przeczytałam, dowiedziałam się i widzę po moich dorosłych dzieciach, jakie popełniłam błędy w ich wychowaniu, dzisiaj dopiero rozumiem w pełni, co jest ważne w wychowaniu dziecka".

A więc doceniając wiedzę tradycyjną, wyniesioną z domu i zdrowy instynkt, którego nie wolno pozwolić w sobie zagłuszyć, pamiętajmy, że dziecka trzeba się uczyć i nie ustawać w poszukiwaniu najlepszych metod postępowania z nim.