A A A

Dziecięcy egoizm

Psycholodzy określają to zjawisko jako naturalną fazę rozwojową, która służy wyrobieniu instynktu samozachowawczego, obrony swojego „ja". Dziecko zaczyna się usamodzielniać i akceptuje swoją odrębność, co wiąże się z występującymi silnie w tym okresie zjawiskami uporu i negatywizmu. I choć, oczywiście, trudno chwalić dziecko za to, że nie chce się dzielić swoimi zabawkami albo że pragnie, aby je uważać za najważniejszą osobę w rodzinie, to jednak nie można się za to na nie gniewać. Człowiek w swojej strukturze psychicznej ma zakodowane pewne odruchy samoobronne, których nie można! całkiem wyeliminować i chyba nie należy. Gdyby dziecko zupełnie pozbawić egoizmu, stałoby się niezdolne do życia. Nie byłoby w stanie skupić się nad swoimi problemami, wyeksponować swoich potrzeb.

A więc jak we wszystkim, tak i w podejściu do zjawiska dziecięcego egoizmu trzeba zachować umiar. Jednym z celów wychowania jest właśnie takie pokierowanie dzieckiem, aby jego skłonności i odruchy utrzymywały się w jakiejś pożądanej normie. Skoro jednak uprzytomniliśmy sobie, że pewna doza egoizmu jest potrzebna do życia, to również i to musimy wiedzieć, że przerost w tej dziedzinie prowadzi do ukształtowania się postaw niepożądanych i nie tylko społecznie szkodliwych, ale złych dla samego dziecka, bo gdy wyrasta ono na sobka i nieużytka, to gorzej układają mu się wszelkie kontakty z ludźmi.

Dlatego wszyscy, którzy zajmują się dzieckiem, powinni pamiętać, że trudny proces uspołeczniania trzeba zaczynać wcześnie, licząc się, oczywiście, z o- graniczonymi w różnych fazach rozwoju możliwościami dziecka w tej dziedzinie.

Na ogół dzieci do lat trzech nie tak łatwo kontaktują się z rówieśnikami, wspólne zabawy muszą być sterowane przez dorosłych albo przez starsze dzieci, gdyż inaczej maluchy skaczą sobie do oczu, wyrywają wzajemnie zabawki, mogą sobie nawet zrobić krzywdę.

Pamiętajmy, że w okresie poniemowlęcym, tak zresztą jak i w niemowlęcym dziecko nastawione jest głównie na dorosłych. Uzależnione od nich, z nimi związane uczuciowo, bierze z nich wzór, stara się naśladować ich zachowania, w ich obecności czuje się bezpiecznie. W zasadzie mogłoby się obyć bez rówieśników, ale o wiele lepiej dla ogólnego1 rozwoju dziecka, aby jednak miało kontakt z rówieśnikami. Wymaga to od rodziców więcej czasu i uwagi, bo dziecko bawiące się można na jakiś czas zostawić samo, ale gdy jest ich dwoje, wymagają ciągłej opieki, gdyż mogą sobie zrobić krzywdę. Prócz tego trzeba ciągle wchodzić pomiędzy nie i łagodzić konflikty. Nie wystarczy dać każdemu klapsa i postawić w kącie. Musimy się zdobyć na cierpliwość i łagodnie tłumaczyć, jak trzeba po-stępować. Zauważmy, że dzieci do lat dwóch nawet gdy są razem, bawią się każde z osobna, od czasu do czasu wyrywając sobie zabawki. Dopiero w drugiej połowie trzeciego roku życia dziecko na ogół zaczyna rozumieć, że przyjemność wypływająca z zabawy z innymi dziećmi wiąże się z koniecznością udostępnienia im własnych zabawek. Powoli się tego uczy, a' łatwiej mu to idzie, gdy jest wspomagane przez rodziców albo rodzeństwo. Bardzo' pożądane, aby dwu-, trzylatek bawił się z dziećmi1 nieco starszymi od siebie. Przejmuje od nich rygory uspołecznienia, stara się je naśladować, zasłużyć na dopuszczenie do zabawy. Nie jest łatwo zaaranżować taką sytuację, gdyż starsze dzieci na ogół przepędzają maluchy, bo im psują zabawę, bywa też, że traktują je z okrucieństwem, same jeszcze nie całkiem dojrzałe do przejawiania wyższych uczuć, a przede wszystkim nie umieją dostrzegać potrzeb innych. Oto na przykład para pięciolatków, Kasia i Julek, zamknęła w komórce 2-letnią Magdusię, która im się „pętała" koło nóg, dopraszając się wspólnej zabawy. Wymyślili zabawę w wojnę i Magdusia została więźniem. Oczywiście poddała się temu z pokorą i potulnie dała się zamknąć w komórce. Przesiedziała tam około 3 godzin, podczas gdy jej „oprawcy" bawili się beztrosko. Dopiero płacz

Magdusi ściągnął pod drzwi komórki psa, ten narobił hałasu i rodzice znaleźli zapłakaną „więźniarkę". Kasia, zapytana, co się dzieje z Magdusią, krzyknęła szczerze przerażona: „O Boże, zapomniałam! Zamknęliśmy ją w komórce!"