A A A

Badanie granic możliwości

Pierwsze duże trudności wychowawcze pojawiają się zwykle pod koniec trzeciego roku życia dziecka. W tym okresie następuje bujny rozwój osobowości dziecka, które zaczyna coraz więcej dostrzegać ze swego otoczenia i coraz silniej reagować na różne zjawiska, nie zadowalając się, jak dotychczas, opinią rodziców. Do niedawna czuło się bezbronne i całkowicie zdane na opiekę rodziców, teraz — kiedy już śmiało chodzi, lepiej czy gorzej, ale mówi, kiedy sygnalizuje już swoje potrzeby i nawet potrafi je samo załatwić, czuje się panem sytuacji. Cieszy się swoją samodzielnością i próbuje badać, a potem poszerzać granice swoich możliwości. Sprawdza też granice oporu osoby, która się nim opiekuje.

Mama chce już dziecko położyć spać, a ono — rozbawione — broni się przed tym. Matkę to irytuje: takie łatwe do prowadzenia dziecko stało się nagle nieznośne. I zamiast zastanowić się, dlaczego tak się dzieje, karci je. Następują płacze, krzyki, dziecko się wybija ze snu, a gdy wreszcie spłakane, usypia, ten sen, po płaczu, nie daje dobrego odpoczynku.

Wyraźniej też w tym okresie zaznaczają się upodobania smakowe. Coś zaczyna dziecku bardziej smakować, coś mniej, a niektórych potraw w ogóle nie chce jeść. Jednak matka nie odstępuje od ustalonego menu i zmusza dziecko do zjedzenia np. tartego jabłka czy płatków owsianych, co wywołuje awanturę.

Ten okres między drugim a trzecim rokiem życia przysparza rodzicom wielu kłopotów. Niektórzy są na to zupełnie nie przygotowani i nie mogą pojąć, co się stało z ich „dobrym" dotychczas dzieckiem.

Mama dwuipółletniego Andrzejka skarży się: „Przez dwa lata nie wiedziałam, że mam dziecko, ale od kilku miesięcy jest nie do wytrzymania: wszystkiemu się sprzeciwia, wszędzie włazi, raz śpi w ciągu dnia, a drugi raz za nic nie chce usnąć. Do jedzenia też go trzeba zapędzać. Nie wiem, co się stało. Nie mogę sobie z nim poradzić".

Mama Andrzejka wpada w takie rozdrażnienie, że przy kolejnym jakimś oporze z jego strony wystawia chłopczyka za drzwi, na klatkę schodową. Dziecko zanosi się rozdzierającym łkaniem. Sąsiedzi starają się uspokoić chłopca, próbują go wziąć do siebie, ale Andrzejek kurczowo trzyma się klamki i wzywa mamę. Naburmuszona wciąga wreszcie roztrzęsione dziecko do mieszkania, następują przeprosiny i przez jakiś czas jest spokój. Do następnego razu.

Oczywiście, postępowanie mamy Andrzejka jest błędne. Zamiast szukać porozumienia z dzieckiem krzywdzi je najciężej, bo odtrąca, co wszystkie dzieci przeżywają dramatycznie. Istotne w tej sytuacji jest to, że mama nie pojmuje, dlaczego dziecko się zmieniło, dlaczego stało się trudniejsze. Gdyby wie-działa, że jest to zjawisko rozwojowe, normalne i przy odpowiednim postępowaniu minie, na pewno podeszłaby do tego bardziej rozumnie.

Niestety, często rodzice, aby ukarać dziecko, odpychają je od siebie. Może to przyjąć formę nie- odzywania się do dziecka. Pozornie łagodniejsza, nie jest tak nieszkodliwa, jak by się wydawało. Nie chodzi, oczywiście, o nierozmawianie przez godzinę, ale są rodzice, którzy potrafią nie odzywać się do swoich dzieci całymi dniami, ograniczając się do wydawania rzeczowych poleceń. To bardzo okrutna kara.